W pięćdziesiątą rocznicę Września

Jerzy Czejmnic

Śmierć poetów
Śmiertelny choroba poezji

1. Krwawe śłady

Jeden z tragicznych paradoksów Września 1939 r.: Władysław Sebyła, który dostał się do niewoli sowieckiej zostanie zamordowany, Konstanty Gałczyński, który także wpadł w ręce Sowietów, zostanie wydany hitlerowcom – i dzięki temu przeżyje. Nie przeżyje natomiast wojny Lech Piwowar, krakowski poeta awangardowy, lewicowiec znany z sympatii do ZSSR. Nazwiska Piwowara i Sebyły legenda łączy z grobami Katynia. Jednak żadnego z nich nie ma na liście ofiar wydobytych z masowych grobów. Ślad obu – por. Piwowara i ppor. Sebyły urywa się w Starobielsku.

Dla dopełnienia powiedzmy, że przeżyją wojnę poeci, którzy znajdą się na terenach okupacji sowieckiej — Szemplińska, Broniewski, Szenwald, Lec, Lewin. Przeżyją, ale wiersze ich zapadną na śmiertelną chorobę. Nie wyprzedzajmy jednak biegu zdarzeń. 17 września 1940 r., w pierwszą rocznicę "zwycięstwa nad pańską Polską", pismo Krasnaja Zwiezda podało, że Armia Czerwona wzięła do niewoli 181 223 żołnierzy, 9 361 oficerów i podoficerów, w tym 10 generałów. Jeżeli propaganda sowiecka podaje dokładne cyfry — można być pewnym, że są one wyssane z palca. Liczba zagarniętych żołnierzy wraz z KOP-em i policją wynosiła około 250 tysięcy — jedną trzecią sił zmoblizowanych do walki z Niemcami; liczba oficerów — blisko 15 tysięcy. Oficerów przewieziono do kilku obozów — znamy nazwy niektórych: Kozielsk, Starobielsk, Ostaszków... W obozach i więzieniach sowieckich znalazło się co najmniej 18 generałów, 300 pułkowników i podpułkowników, blisko 3 tysiące majorów, kapitanów i rotmistrzów. Stanowili oni elitę wojska, lecz nie tylko wojska.

Wśród oficerów niższych stopniem, tych z rezerwy, znajdowała się elita cywilna: profesorowie i lekarze (w samym Kozielsku było 800 lekarzy!), prawnicy i ludzie pióra — wśród tych ostatnich poeci Sebyła i Piwowar, którzy trafili do obozu w Starobielsku. Część oficerów z różnych względów przerzucano z obozu do obozu; prof. Świaniewicz, jedyny oficer, który przeżył Kozielsk, wspomina, iż na początku 1940 roku przywieziono do tego obozu 200 oficerów ze Starobielska. Trudno powiedzieć, czy w tej grupie był przypadkiem któryś z poetów; faktem jest, że w grobach katyńskich znaleziono tylko więźniów z Kozielska. Zidentyfikowano jednak nie wszystkich, tylko 2 815. Z siedmiu masowych grobów wydobyto 4 143 ciał, ósmego grobu o nieustalonej liczbie zwłok komisje nie chciały rozgrzebywać z powodu upału i tysięcy niezwykle agresywnych much broniących dostępu do ciał. Jeśli poeci rzeczywiście zginęli w Katyniu, musieli być albo w tym grobie, albo pośród tych niezidentyfikowanych oficerów, przy których znaleziono tylko jakieś medaliki, fotografie, strzępy listów czy gazet z datami nie przekraczającymi kwietnia 1940... Mogli być też w tym bloku ciał, sklejonych trupim sokiem, o którym wpomina w swej relacji Mackiewicz, ciał, które zlały się tak mocno w jedną masę, że nie sposób ich było rozdzielić — nie uszkadzając, nie rwąc.

Takiego losu uniknął Gałczyński, który wzięty do niewoli 17 września pod Koryniem, pognany został do organizującego się obozu w Kozielsku — był dosłownie jednym z jego budowniczych: pracował przy kopaniu kartofli dla kuchni, pomagał urządzać szpital, nosił koce, materace itp. Po zorganizowaniu obozu Rosjanie oddzielili oficerów od żołnierzy. Gałczyński, który był tylko szeregowcem KOP-u, został 25 października wywieziony do Brześcia, gdzie bodaj dwa dni później — na legendarnym moście nastąpiła wymiana jeńców. Jako ciekawostkę warto podać, że do transportu żołnierzy Sowieci dorzucili hitlerowcom szczodrze niemieckich komunistów, w tym wielu Żydów, którzy uciekli do ZSSR przed Hitlerem. Podobno szli przez most płacząc jak dzieci.

Dalsze losy Gałczyńskiego znamy: Altengrabow. W różnych filiach tego obozu — przy wycinaniu drzew, jako tłumacz, jako sanitariusz — poeta przetrwał wojnę. I chyba nigdy się nie dowiedział, jaki los przypadł pozostałym w Kozielsku oficerom, co stało się z przyjaciółmi-poetami.

Wiosną 1940 roku Sowieci rozpoczęli likwidację obozów. Część jeńców wywieziona została w okolice Charkowa i tam najprawdopodobniej należy szukać grobów Piwowara i Sebyły. Brytyjski historyk Luis Fitz-Gibbon przypuszcza, że większość jeńców Starobielska zamordowana została w miejscowości Dergacze pod Charkowem. Oficerowie z obozu w Ostaszkowie mieli być rozstrzeliwani w pobliżu stacji Bołogoje na linii Moskwa-Leningrad. Oczywiście, są to tylko hipotezy. Istnieje także ślad prowadzący nad Morze Białe. Świadkowie mówili o trzech, a nawet siedmiu tysiącach oficerów załadowanych na barki. Barki zostały wyciągnięte w morze holownikami i zatopione — być może strzałami z armat, być może bardziej humanitarnie: poprzez zrobienie dziur w kadłubach. Znany jest także przekaz o "polskich barkach" płynących z portu Dukinka leżącego u ujścia Jenisieju w głąb Oceanu Lodowatego. Na pokładach, zbici w ciasną miazgę (tak jak w grobach katyńskich...) stali oficerowie. Późniejsze, literackie już opowieści, każą im stać czwórkami i do ostatniej chwili śpiewać — może pieśni żołnierskie, może hymn. Te barki także topiono strzałami z dział, chociaż i w tym przypadku istnieje wersja humanitarna: armaty miały topić już trumny. Smagani wichrem i wodą szalejącego oceanu oficerowie musieli dość szybko zmienić się w lodowe posągi. W której z tych grup umieścić polskich poetów? Gdzie widzieć porucznika Sebyłę, uważanego przez wielu za najlepszego z debiutujących przed wojną poetów? Czy na jednej z odpływających barek? Czy raczej w tej koszmarnej kolejce oficerów, którzy ze związanymi na plecach rękami podchodzą do oprawców, by otrzymać swój strzał w tył głowy?

2. O strzelaniu do wroga diamentami

Sebyła i Piwowar nie byli pierwszymi na liście poległych — pozostali jednakże tymi, których los jest nadal zagadką.

Pierwszym poetą, który poległ w polskiej wojnie, był Konstanty Dobrzyński, kanonier 7 pułku artylerii lekkiej, zabity pod Częstochową 3 września 1939 r. Niewiele nad trzydzieści lat, dwa tomiki i Żagle na wichrze. Dziwny poeta. Samouk, syn robociarza łódzkiego, który zginął poprzedniej wojny. To o Dobrzyńskim literacka legenda mówiła, że chodząc za krowami przeczytał całego Sienkiewicza. Wychowanek zakładu Franciszkanów, robotnik jak i ojciec... Prócz przysługujących wiekowi erotyków, pisał gorzkie wiersze o Łodzi, a także polityczne utwory ku czci Dmowskiego i błękitnego generała — Hallera. Otrzymał też liczącą się nagrodę prawicowego Prosto z mostu -taką samą jak Andrzejewski czy Gałczyński. I z tego powodu, jako "prawicowca" komunistyczni krytycy skażą go po wojnie na "śmierć wtórną", na literackie nieistnienie. Nie znajdzie się dla Dobrzyńskiego miejsca w wydanej w 1966 roku antologii Matuszewskiego i Pollaka (Poezja polska 1914-1939), nie będzie o nim wzmianki w wydanym dokładnie 20 lat później "przewodniku encyklopedycznym" PWN pt. Literatura polska.

Podwójną śmierć przeżył także Józef Gałuszka, poeta krakowski, też związany z prawicą. Po raz pierwszy zginął 6 września 1939 roku pod Annopolem, po raz drugi — po roku 1945, z wyroku urzędowych historyków. Podobnie jak Dobrzyński był typowym self-made-manem: urodzony na wsi, wychowanek sierocińca — skończył studia filozoficzne na UJ — z krótką przerwą, gdy jako ochotnik poszedł na wojnę bolszewicką. Nazywano go ostatnim poetą Młodej Polski... Po wojnie długie lata objęty zakazem druku, dlatego tak niewiele wiemy o nim. Nie jest nawet pewne, jak zginął. Przyjęła się wersja, że popełnił samobójstwo. Ale warto odnotować też przekaz, iż zginął podczas rekonenansu. Nad drogą, którą szedł wraz z grupą ludzi, pojawił się niemiecki samolot i zaczął strzelać z broni pokładowej...

Dzień później, 7 września, w początkowej fazie bitwy nad Bzurą spalił się w czołgu poznański poeta i satyryk, autor tekstów kabaretowych — ppor. Jerzy Gerżabek. W końcowej fazie tej bitwy inny poeta, Tadeusz Sułkowski, zostanie ciężko ranny. Trafi potem do oflagu w Mumau, umrze na emigracji.

Dnia 9 września poezja poniesie stratę największą: podczas bombardowania Lublina zginie Józef Czechowicz.

Ostatnim poetą, zabitym podczas kampanii wrześniowej, był Józef Birkenmajer. Przeszło 42-letni, nie musiał walczyć, poszedł na ochotnika. Zginął tuż przed kapitulacją Warszawy, podczas bombardowania Cytadeli, 26 września. Postać renesansowa: także tłumacz, także profesor KUL-u. Jako naukowiec zdobył rozgłos rozprawą, w której przypisał autorstwo Bogarodzicy św. Wojciechowi. Wykazał, że hymn ten opierał się na wzorach bizantyjskich, które Św. Wojciech musiał poznać będąc w Rzymie.

Birkenmajer był ostatnim z poetów, którzy padli w kampanii wrześniowej. Ale wojna nie skończyła się wraz z tą kampanią. Wśród rozstrzelanych poetów konspiracji znajdą się Pohoska i Trzebiński, a kiedy — w sierpniu 1944 — wybuchnie Powstanie Warszawskie — do walki pójdzie 23 poetów. Pośród tych, którzy padną, będą Baczyński, Gajcy, Stroiński ... Straszną prawdę wypowiedział prof. UJ Pigoń, mówiąc: należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wrogów diamentami.

3. Zaraza

Nie tylko śmierć czyniła spustoszenie. Prawie wszyscy poeci "Skamandra" dzierżący przed wojną rząd  dusz znaleźli się na emigracji. Wierzyński, Baliński i Lechoń nie powrócili z niej nigdy, ten ostatni popełnił samobójstwo w Nowym Jorku skacząc z okna hotelu na bruk. Tuwim i Słomiński powrócą, ale — i tu dotykamy ponurej tajemnicy — po to, by pisać serwilistyczne wiersze, opluwać emigrację ("emigrandę" — powiedzonko Słonimskiego) i chwalić prezydenta Bieruta. Z przedwojennych "wielkich" okupację przeżyje w kraju Iwaszkiewicz; jego dom w Stawisku stanie się szyldem dla wielu zagrożonych twórców. Po wojnie zostanie poetą dworskim ...

Najdrastyczniejszym przykładem chorobliwej przemiany motyli w poczwarki będą losy wierszy Dobrowolskiego. On też zresztą przemieni się w poczwarkę. Legendarny porucznik "Goliard" z AK, autor najpopularniejszych wierszy i pieśni okupacji, oficer w Powstaniu Warszawskim — po wojnie stanie się jednym z piewców stalinizmu.

By wyjaśnić te kafkowskie przemiany poetów, trzeba zająć się sprawą dotąd pomijaną — miastami, do których po wybuchu wojny schroniło się wielu twórców. Więc: Wilno, Lwów 1939.

Opis tego epizodu kultury nie jest łatwy ani przyjemny — niszczy nasze dobre samopoczucie, rozwiewa mit społeczeństwa, w którym nie było Quislingów. Quislingów może nie było, ale...

Dobre samopoczucie Polaków jest ubocznym skutkiem propagandy komunistycznej, która przez lat czterdzieści przekonywała, że w roku 1939 walczyliśmy tylko z Niemcami, że tylko oni okupowali nasz kraj. Tymczasem wrogów było dwóch. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy w podwarszawskich Palmirach Niemcy rozstrzeliwali poetę (i tłumacza poezji Rilkego!) Stefana Napierskiego, gdy krakowscy poeci Wojtyła i Żukrowski szli do pracy w kamieniołomach — literaci prze bywający na terenie okupacji sowieckiej próbowali się jakoś urządzić: pisali, drukowali, brali udział w imprezach organizowanych przez zaborcę. Ta asymetria zachowań, asymetria etyczna i polityczna, stanowi najbardziej ponurą zagadkę wojennej historii Polski. Rozwiązanie tej zagadki byłoby zarazem wyjaśnieniem stalinowskiego okresu naszej kultury — nie jest ono jednak takie proste. Zacznijmy od Wilna. Zajęte przez bolszewików już 18 września miasto to miało zostać... stolicą Białorusi. Dlatego już 22 września, w miejsce zamkniętych gazet polskich zaczęła się ukazywać białoruska Wilenskaja Prauda. Po stronie okupantów opowiedzieli się natychmiast przedwojenni lewicowi pisarze: Dembiński, Bujnicki, Putrament i inni. Po 40 dniach okupacji miasto oddano Litwinom (jak się potem okaże, nie na długo). Jako ciekawostkę odnotujmy, iż zrozpaczony tym faktem Putrament wybył z Wilna wraz z Armią Czerwoną i zatrzymał się dopiero we Lwowie. Zanim jednak dojdziemy do Lwowa, dopowiedzmy do końca wileńskie losy Bujnickiego. Po powtórnym wkroczeniu Sowietów w 1940 roku, poeta napisał parę wierszy witających "wyzwolicieli" i wzywających do oddania głosu za przyjęciem Litwy do "rodziny bratnich republik". Wraz z innymi kolaborantami, pisującymi w uruchomionej (tym razem w języku polskim) Prawdzie Wileńskiej, był wielokrotnie krytykowany na łamach prasy podziemnej. Trudno powiedzieć, czy zrobiło to wrażenie na poecie; jeżeli nawet — nie na długo. Kiedy w roku 1944 zaczną się znów rządy Sowietów — Bujnicki przystąpi znowu do organizowania, a raczej do sowietyzowania kultury. Zasłynie nie jako poeta, lecz jako nadgorliwy wykonawca zaleceń NKWD — jeśli nie jako cichy współpracownik. Zginie z wyroku podziemnego sądu Rzeczypospolitej 28listopada 1944 roku. Będzie to jedyny tego typu wyrok w dziejach Polski.

Niestety, nie będzie to jedyny przypadek kolaboracji. Jest faktem, że nie było u nas poetów współpracujących z gestapo byli poeci i działacze współpracujący z NKWD. Prócz Bujnickiego podejrzany był o to, z większym zresztą prawdopodobieństwem trafienia, Lucjan Szenwald, kolega Gałczyńskiego i Sebyły z "Kwadrygi". O współpracę z sowieckimi służbami podejrzewał go jeszcze przed wojną Stanisław Dobrowolski, którego zdziwiło to, z jaką łatwością Szenwald zdobył w roku 1937 fundusze na uruchomienie lewicowej Nowej Kwadrygi. Pieniądze miały pochodzić z zasobów KPP — ale przecież ta partia fundusze otrzymywała wprost z Moskwy. W roku 1937 popadła w niełaskę, czołowi jej działacze zostali rozstrzelani  więc skąd i po co Szenwald wraz z Hoffmanem (współredaktor Nowej Kwadrygi) dostali pieniądze? Wątpliwości te nie przeszkodziły Dobrowolskiemu drukować w Nowej Kwadrydze — gdy np. Sebyła odmówił...

Z NKWD związani byli, w różnym stopniu, dwaj inni "organizatorzy" kultury, rodzeni zresztą bracia, Jerzy Borejsza i Józef Różański Pierwszy penetrował środowisko literatów i ludzi kultury, wskazywał "podejrzane elementy"; drugi pracował w Oddziale Politycznym NKWD d/s Polaków, jeńców z września 1939. Nie wykluczone, iż jeździł po obozach jenieckich, nie wykluczone, iż spotkał gdzieś Sebyłę czy Piwowara. W pisanym już po wojnie życiorysie Różański wspomniał, że po wybuchu wojny w 1941 roku wyjechał ze Lwowa do Starobielska. Oczywiście, poetów nie mógł już tam zastać — ślad to jednak niezwykle ważny. Dodajmy, że drugi z braci, Borejsza, będzie w Polsce Ludowej jedynym ze speców od propagandy, szefem koncernu "Czytelnik". A poetą, który poświęcił mu piękny zresztą wiersz, będzie... Konstanty Gałczyński.

Nie było u nas poetów opiewającąych Hitlera; myśl, że mogli w ogóle zaistnieć, wydaje się absurdem. Byli jednak poeci opiewający Stalina. Jako pierwszy zapisał się Stanisław J. Lec, który już 5 grudnia 1939 r. opublikował pierwszy polski wiersz ku czci Wodza i nowej Ojczyzny:

Którą poeci wyśpiewali
Ojczyzna, co to od Kamczatki
po szynach pędzi aż po San
którą jak mleka pełny dzban
podają dzieciom czułe matki,
— to Stalin ...
(Stalin)

Wiersz ukazał się w Czerwonym Sztandarze, polskojęzycznym dzienniku, który powstał ze Słowa Żołnierza — organu Wydziału Politycznego Frontu Ukraińskiego, to znaczy tego frontu, który zajął Litwę. W ślad za Lecem pospieszył Adam Ważyk. Nie zdołał on wprawdzie sklecić oryginalnego utworu — wprowadził jednak do polszczyzny tłumaczenie ukraińskiego wiersza o Stalinie — utwór pt. Na Ciebie Stanisława Sosiury. Własny poemat ku czci wodza pt. Rzeka napisze Ważyk dopiero w Polsce Ludowej. Najdłuższe zaś poematy o Wodzu napiszą Broniewski i Lewin. Ktoś może w tym miejscu dodać, że nie tylko oni, ktoś zacznie wyliczać: Uśmiech Stalina Urgacza, Strofy o śmierci Wodza, wiersze Ficowskiego, Drozdowskiego, Międzyrzeckiego ... Oczywiście: nie tylko Broniewski i Lewin. Ale tylko Broniewski i Lewin znali nadziemia i podziemia stalinowskiej utopii: obydwaj byli przecież aresztowani we Lwowie, w styczniu 1940 r.

Nie było też u nas poetów sławiących najazd hitlerowców. Znaleźli się jednak twórcy opiewający dzień 17 września i przyłączenie Lwowa do ZSSR. Już 21 listopada 1939 SJ. Lec opublikował w Czerwonym Standarze pochwałę dobroczynnego najazdu sowieckiego — List przesłany poetą do Kijowa. Nie chcący pozostać w tyle Leon Pasternak spłodził równie serwilistyczny Wiersz noworoczny, podobne teksty zaczną produkować Putrament i Szemplińska, która przy okazji opluje Polskę przedwrześniową:

Jak więc teraz płakać po Warszawie
Jak żałować kawiarń, kościołów, zamku?
kiedy dla nas
tamta Polska, to Polska burżujów i drani,
oficerów, obszarników,
kiedy dla nas Warszawa
to stolica krzywdy,
stolica terroru
stolica bezprawia
(Prawdziwa ojczyzna)

Na całość pójdzie także przedwojenny cenzor — Leopold Lewin, który cynicznie będzie wołał: "Ojczyzno mojej wiary, kraino radziecka..." Wiarę tę jednak Lewin utrzyma najdłużej ze wszystkich poetów. Spod jego pióra wyjdzie ostatni w PRL wiersz ku czci 17 września pt. W XXII rocznicę. Dla jasności dodajmy, iż poecie nie chodzi o rocznicę najazdu, lecz o fakt, że dobroczynny najazd odbył się w XXII rocznicę rewolucji bolszewickiej, że był jej braterskim dopełnieniem. Oj był...

Nie było u nas pochwał Wehrmachtu ani gestapo; żaden poeta nie ośmielił się opiewać Himmlera. Lecz przecież po zdradzieckiej napaści ZSSR na Polskę powstały wiersze Szenwalda i Fika chwalące Armię Czerwoną. A wprowadzenie Dzierżyńskiego do poezji polskojęzycznej zawdzięczamy Zuzannie Ginczance, która przetłumaczy z ukraińskiego wiersz Pawła Tyczyny Feliks Dzierżyński i opublikuje w Czerwonym Sztandarze 28. I. 1941 roku. Oryginalne wiersze o Dzierżyńskim powstaną dopiero w PRL — całe poematy poświęcą mu Wygodzki i Lewin, liryczne wzmianki Woroszylski. Ten ostatni poświęci oprawcom z UBP ociekający serwilizmem i podziwem wiersz Czuwającym w noc noworoczną. Woroszylski będzie w tej pełzającej dyscyplinie jednym z pierwszych; niestety, nie będzie ostatni. Nie wyobrażamy sobie zbiorowej księgi wierszy i pieśni ku czci gestapo, nie napisali takiej nawet Niemcy. Ale w roku 1954 w Polsce powstanie książka, która jest unikatem: Wiersze i pieśni poświęcone pracownikom bezpieczeństwa. Ponad rok po śmierci Stalina, Kubiak zadedykuje oprawcom Serce gorejące, Słucki Tatrzańską pieśń bojową.

Litwiniuk poetycki donos Wiersz o bieżących sprawach, Pasternak wspomnienia pt. To było jakby wczoraj. Znajdzie się tu także Wygodzki z wierszem My komuniści, a z poetów, o których była mowa: więzień Zmartwychwstania Leopold Lewin (Czuwamy) i b. oficer AK — Stanisław R. Dobrowoski (Pieśń o bezpieczeństwie Ojczyzny).

Kończąc ten wątek dopowiedzmy: nie było w Polsce poety, który przyjąłby obywatelstwo niemieckie czy volkslistę i wstąpiłby do niemieckiego związku twórczego. Po drugiej stronie rozbiorowej granicy znaleźli się jednak twórcy, którzy uznali się za polskich sowieckich pisarzy. W ich imieniu Aleksander Wat w czasopiśmie Literaturnaja gazieta 5 grudnia 1939 roku, niecałe 3 miesiące po najeździe opublikował artykuł-manifest pl. Polskije sowieckije pisatieli. Przelicytował go Witold Kolski antypolskim paszkwilem Zgnieść gadzinę nacjonalizmu. Trudno powiedzieć, czy artykuł-donos Kolskiego był powodem aresztowania Broniewskiego (twierdzi tak m.in. krytyk i poeta J. Tomaszkiewicz — lecz wydaje się, że decyzje o aresztach zapadły na szczeblu wyższym niż kolaborancki Czerwony Sztandar) — był to jednakże jeden z pierwszych głosów przypisujących winę nie katom lecz ofiarom i usprawiedliwiający zbrodnie, które miały właśnie nastąpić:

24 stycznia 1940 r. aresztowani zostali przez NKWD Broniewski, Naglerowa, Parnicki i Wat;

10 lutego rozpoczęła się pierwsza wywózka Polaków ze Lwowa; w kwietniu 1940 — druga wywózka i KATYŃ.

We wrześniu 1940 roku, w pierwszą rocznicę najazdu ZSSR na Polskę, członkami Sojuza Sowietskich Pisatielej (związku pisarzy sowieckich — przyp. red.) zostali: Jerzy Borejsza, Tadeusz Boy-Żeleński, Leon Chwistek, Aleksandr Dan, Zuzanna Ginczarska, Halina Górska, Mieczysław Jastrun, Juliusz Kleiner, Stanisław J. Lec, Leon Pasternak, Julian Przyboś, Jerzy Putrament, Władysław Raort, Adolf Rudnicki, Włodzimierz Słobodnik, Elżbieta Szempliska, Lucjan Szenwald, Wanda Wasilewska, Adam Ważyk i Bruno Winawer.

4. Zakończenie

Pisząc o lwowskim okresie "hańby domowej" specjalnie robiliśmy wycieczki w peerelowską przyszłość. Chodziło o unaocznienie, że stalinizm nie zaczął się u nas w roku 1945, że śmiertelna choroba podłości, na którą zapadła poezja, przywleczona została z terenów okupacji sowieckiej, głównie ze Lwowa, który w latach 1939-41 był "peerelem" w probówce. Co było powodem tej choroby — wiadomo. Trudniej jednak odpowiedzieć, co było powodem podatności części naszej literatury na chorobę. Pewne wskazówki znalazły się już w tekście, spróbujemy je uporządkować.

1. Nie wydaje się, by powodem wystarczającym była biologiczna eksterminacja poetów ani fakt emigracji wielu z nich. Spowodowało to znaczne osłabienie organizmu naszej kultury. nie tłumaczy jednak reakcji tych poetów, którzy poszli na współpracę już w 1939 roku (Bujnicki, Lec, Lewin) ani tych, którzy powrócili z Zachodu (Tuwim, Broniewski). Dość znaczący wydaje się fakt asymetrii zachowań twórców z Warszawy i Lwowa, oraz fakt, iż nie poszła na kolaborację inteligencja związana z AK (głównie b. oficerowie) i z kościołem katolickim.

2. Agresor niemiecki występował jawnie jako wróg całego narodu; agresor sowiecki  — udawał obrońcę pokrzywdzonych klas i narodowości, apelował do sprawiedliwości podsuwając kolaborantom dość moralne alibi; powoływał się na utopię, która naszej lewicowej inteligencji zastępowała religię.

3. Przed kolaboracją chroniła podwójna dawka wartości: patriotycznych, związanych ze służbą wojskową i religijnych. Brak tych wartości czynił literatów podatnymi na kolaborację. Płaszczyzną zdrady ubranej w ideologię braterstwa stawał się marksistowski materializm łączących podbitych z podbijającymi wspólną wiarą, a raczej wspólnym relatywizmem.

Kolaborację ułatwiała podstępność sowieckiej ideologii, która zawłaszczyła sobie tradycyjne hasła miłe polskiej lewicy; w przeciwieństwie do brutalnego hitleryzmu, stalinizm zjawiał się w przebraniu.

Ostatecznym argumentem był strach,przed którym nie chroniła żadna wiara. Komunizm to strach przerobiony na politykę, strach przerobiony na ekonomię, strach przerobiony na literaturę. Strach ozdobiony samozakłamaniem.

Jerzy Czejmnic
(Pseudonim Bohdana Urbankowskiego)

POWRÓT DO NR 153